środa, 8 lutego 2017

CALendarz - styczeń 2017



Nie ukrywam, że najlepiej czuję się w większych formach - artjournalach i scrapach. Być może dlatego wyzwanie, jakie na blogu UHK Gallery rzuciła nam Tores tak mnie zainspirowało. To szansa, by spróbować czegoś nowego. A CALineczki wymagają... trochę wyobraźni!


Każdy dzień zamkniety w inchies

Ale o co chodzi? Już tłumaczę! Inchies, na polski przetłumaczone jako CALineczki (prawda, że uroczo?) to malutkie formy artystyczne. Ich angielska nazwa pochodzi od słowa inch, czyli cal. A to dlatego, że te maleństwa mają wymiary cal x cal, czyli około 2,5 x 2,5 cm. A CALendarz to nic innego, jak zbiór tylu inchies, ile w danym miesiącu jest dni. Nie jest trudno się domyślić, ze każdy z tych maleńkich kwadracików poświęcony jest kolejnemu dniu, prawda? 

Tylko, co umieścić na takm maleństwie? Tu własnie pole do popisu ma nasza wyobraźnia! Tak naparwdę można wszystko: obrazki, naklejki, napisy, rysunki, czy... niewielkie pamiątki, jak fragmenty rachunków, biletów... U mnie jest z tym różnie, w zależności od dostepnych materiałów i tego, co o kazdym dniu chciałam powiedzieć...

 

Ćwiczenie wdzięczności w artystycznej formie

Pewnie słyszeliście już o tak zwanym ćwiczeniu wdzięczności? Chodzi o to, by pod koniec każdego dnia usiąść w spokoju i zastanowić się, za co dziś jesteśmy szczególnie wdzięczni, za co chcemy podziękować Bogu, Energii Wszechświata, Losowi... Najczęściej zapisujemy tę nasza wdzięczność w pamiętnikach, specjalnie temu poswięconych stronach bullet journala czy organizera. Jednak można też zdecydowac się na inne formy. Widziałam gdzieś pomysł na tak zwany "słoik szczęścia". W tej wersji opisujemy to, za co jesteśmy wdzięczni na karteczkach, które potem wrzucamy do specjalnie przygotowanego słoika. U mnie, w pewnym momencie, tę funkcję przejął właśnie CALendarz...

Na początku tratowałam ten projekt bardziej jako pamiętnik. Na jednocalowym kwadraciku starałam się zawrzeć jakieś najwazniejsze, najbardziej charakterystyczne momenty dnia. Później jednak zauważyłam, że najczęściej umieszczam tam rzeczy, za które po prostu jestem wdzięczna. W sumie trudno sie temu dziwić, bo o tych najbardziej chcemy pamiętać... Niemniej gdzieś w połowie miesiąca postanowiłam, że to będzie mój CALendarz wdzięczności...




Pomysł na małego SMASHa

Kiedy zdecydowałam, że w tym roku będę tworzyć swój CALendarz, stanęłam przed pewnym problemem - w czym go tworzyć? Nie miałam żadnego notesu, który mógłby posłużyć za bazę. W końcu mnie olśniło! Przecież gdzieś na dnie szuflady leżał kupiony jakiś czas temu mały album SMASH. Gdy go kupowałam, myślałam, ze posłuży mi za jakiś pamiętnik czy dziennik podróży. No i tak jakoś... przeleżał. I dobrze, bo na mój CALendarz nadaje się idealnie!

Pomierzyłam, pokombinowałam i okazuje się, ze na dwóch sasiadujących stronach spokojnie zmieści się 31 kwadracików - dokłądnie tyle, ile dni mają najdłuższe miesiące! Oczywiście SMASH ma nieco więcej stron, ale te zamierzam wykorzystać na dodatkowe wpisy. Jeden - ten między styczniem i lutym, już powoli powstaje...

Do tworzenia samych kwadracików wykorzystuję tak naprawdę wszystko, co jest pod ręką. W styczniowym znajdziecie fragmenty różnych papierów, kilka fragmentów zdjęć, tekturki i coś, co jest absolutnym hitem i moim ostatnim odkryciem - naklejki 7dots studio - w każdym zestawie tych naklejek jest kilka idealnie pasujacych rozmiarami! 



Codzienna chwila kreatywnej przyjemności

Tworzenie CALendarza sprawia mi mnóstwo frajdy! Nie wiedziałam, że będzie to aż tak przyjemne. Teraz stworzenie jednego inchies dziennie jest już moim prywatnym małym rytuałem. Każdego dnia udaje mi się wygospodarowac dosłownie kilka minut (więcej nie potrzeba do stworzenia kwadracika), by zrobić kolejny wpis. To naprawdę świetna zabawa i codzienny kreatywny mini-trening! Spróbujcie sami! I koniecznie wpadajcie tutaj po CALendarze z następnych miesięcy!

12 komentarzy:

  1. Cudownie! Jak ja się cieszę, że tyle osób zaczyna CALendarz :) A u Ciebie kolejne oryginalne podejście, kalendarz wdzięczności, super! Podobają mi się niezmiernie te naklejkowe calineczki, a najbardziej to ta w kształcie kubka kawy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kubek kawy jest ekstra. Jeszcze trochę ich mam, a że lubię sobie wyskoczyc na kawę czasami to pewno się jeszcze pojawi w CALendarzu;)

      Usuń
    2. Ja po kilku miesiącach prowadzenia CALendarza zauważyłam, że motyw jedzenia (pizza, pączki, coś tam...) i picia (kawa, herbata, kubeczki...) pojawia się bardzo regularnie :)

      Usuń
    3. I już wiadomo, co jest najważniejsze;)

      Usuń
    4. :D Mam tak samo. Ale czasem siebie pilnuję: "cooo, znowu narysować żarcie/wyciąć coś z ulotki? nieee";)

      Usuń
    5. hahaha... no ja się staram unikać żarcia. Ale czasem się nie da...;)

      Usuń
  2. Świetny opis czym są Calendarze z małymi kwadracikami mini artystycznego spożytkowania weny :) Podobnie do Ciebie mam swoja chwilkę na doklejanie kolejnego dnia i to jest bardzo przyjemne. Poza tym, jednak lepiej się cały miesiąc zapamięta, mimo, że czas tak mknie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj na pewno będzie pamiątka na dłużej... A dobre chwile warto pamiętać!

      Usuń
  3. Ciekawe, że niby robimy to samo a każdy ma zupełnie inną wizję, inne podejście. Twoje bardzo mi się podoba!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka róznorodnosc jest chyba najfajniejsza w craftowaniu/scrapowaniu!

      Usuń
  4. Elu, jak fajnie, że też CALendarzujesz :) Tak, to prawda, ja też uważam, że to ta różnorodność interpretacji, podejścia, wykorzystania materiałów, jest w scrapbookingu bardzo cenna i bardzo fascynująca. I w tej zabawie też lubię to, że każdy ją adaptuje do siebie i czyni swoją. Tak jak ty zrobiłaś :) Super!

    OdpowiedzUsuń