wtorek, 7 marca 2017

CALendarz - luty 2017


Tak. Znów się spóźniłam. Tym razem jednak byla to siła wyższa, bo CALendarz właściwie skończony czekał tylko na zdjęcia. Brakowało może dwóch kwadracików. Ale... się pochorowałam. I to tak, że nie byłam w stanie wstać z łóżka. Powiem szczerze - nie polecam! O tym jednak w przyszłym CALendarzowym wpisie, bo choróbsko trzymało prawie cały pierwszy tydzień marca... W końcu jednak udało mi się wyleczyć na tyle, by móc chwycić za aparat i pokazać Wam, jak wyglądał mój luty zamknięty w CALineczkach...




Powiem szczerze, wkęciłam się! Naprawdę! To codzienne (no dobra, zdarza się, że nazbierają się zaległości i nadrabiam hurtowo trzy dni), tworzenie papierowych maleństw. Najpierw chwila refleksji, co dziś było takiego najważniejszego, najfajniejszego, co dało mi tyle radości, że koniecznie trzeba zamknąć to na inchies. Później szukanie pomysłu: jak to przedstawić na tak małej powierzchni? Powiem Wam, że to niezły trening kreatywności. Nawet jeśli zdecydujemy się na napis to przecież też trzeba ograniczyć ilość słów, liter. Zauważyłam jednak, że coraz częściej szukam jakiegoś innego sposobu: zdjęcie, grafika... W tym miesiącu sięgnęłam też po wycinki z gazet i różnych ulotek, katalogów. Świetnie się sprawdzają i wiem na pewno, że w przyszłości będę to powtarzać!

CALendarz lutowy - zmiany i eksperymenty

Tak... luty to miesiąc kolejnych życiowych rewolucji - mąż znów zmienił pracę. Tym razem na taką, że choć dużo wyjeżdża, to częściej bywa w domu. Tyle, że znów trzeba było parę rzeczy przeorganizować. A wszystkie znaki wskazują na to, że nie koniec drobnych (i dobrych) zmian! Teraz jednak powinno pójść z górki. Mam takie przeczucie, że wszystko w końcu się układa, wszystkie klocki zaczynają wskakiwać na swoje miejsce i... będzie dobrze!


O tym, że były zmiany i zawirowania świadczą pierwsze CALineczki. Nie jest trudno je rozszyfrować. Tutaj najwięcej napisów i kwadracików stworzonych szybciutko dzięki fantastycznym naklejkom 7dots studio.

Ale pierwsza połowa lutego to także... powrót do przeszłości! No może nie do końca, ale miałam okazję poprowadzić, uwaga, uwaga, warsztaty kartkowe dla harcerzy! Karteczkę, która z tej okazji powstała możecie obejrzeć TUTAJ. Miło było wrócić "na stare śmieci", choć w zupełnie innym charakterze. Miło było zobaczyć młodych ludzi pełnych zapału, pełnych ideałów - siebie sprzed kilkunastu? kilku? lat... I choć wiem, że powrót nie miałby sensu, to jednak nie wykluczam odwiedzin po raz kolejny. Tym bardziej, że to naparwdę fajna ekipa! Spotkałam się jednak z nimi także potem - podczas Dnia Myśli Braterskiej ( to już końcówka lutego). I wtedy pojawiła się refleksja, że... No dobra, o tym za chwilę. Na razie są zmiany, książki - tu właśnie eksperymentowałam z wycinankami z kolorowych magazynów i... słodkości. Stanowczo tegoroczny luty to miesiąc pączka!


Miesiąc zabawy, przyjaźni i refleksji

Druga połowa lutego była bardzo ciekawa. Dużo się działo. Dzięki wspomnianym już zmianom możemy więcej czasu spędzać całą rodziną. Dzięki temu było wyjście do kina na film "Lego Batman" - jak dla mnie genialny! Był też wspólny wyjazd na narty, a wcześniej jeszcze pieczenie faworków. A pod koniec, niestety, wspólne chorowanie:(

Były też spotkania z przyjaciółmi, tymi harecrskimi. Wspomniany Dzień Myśli Braterskiej, esemesy z życzeniami od ludzi, z którymi jeszcze niedawno byłam na wojennej ścieżce. A może to raczej oni byli ze mną, bo mnie to w sumie średnio interesowało? I nagle... Wiecie, co? Miło się zrobiło! Potem spotkanie z innymi, z którymi ostatni raz widziałam się... hmmm, no cóż, w mało przyjaznych okolicznościach. I znów: wspólna kawa, całkie sympatyczna rozmowa. Właśnie wtedy naszła mnie refleksja, że czasem po prostu trzeba dać sobie czas. Pozwolić, by negatywne emocje opadły, bo wtedy łatwej je odpuścić. Nie pielęgnośwać ich i po prostu zacząć od nowa, normalnie, bez spinania się, bez nerwów. Od zwykłego: "Cześć, co słychać?"
I jeszcze jedna refleksja: wszystko, co nas spotyka jest nam dane po coś. To też zrozumiałam tam, siedząc wśrod harcerzy ubranych w mundury i myśląc, że jeszcze pięć lat temu siedziałam tak samo - na lateksowym materacu, w kręgu, wokół rozpalonego ognia. Śpiewałam te same piosenki. Do czasu, aż poczułam, że to już nie ta droga, że tu już nigdzie dalej nie dojdę, że czas coś zmienić. Zmieniłam i znalazłam nowe miejsca, w których mogę się rozwijać, w których mogę się realizować. Ale harcerstwo było mi potrzebne, bo poznałam tam wielu fantastycznych ludzi, nauczyłam się wielu ciekawych i przydatnych rzeczy i przeżyłam mnóstwo wspaniałych przygód, o których inaczej nawet bym nie pomyślała! Tak... przeżyłam tę harcerską przygodę najlepiej, jak mogłam. Wyciągnęłam z niej to, co miałam wyciągnąć. I poszłam dalej, gdy przyszedł na to czas. I tak to chyba powinno wyglądać.
A w moim CALendarzu wyglada to tak:



CALendarzowa zabawa się nie kończy!

Moje CALineczki codzienne umieszczam w małym notesie SMASH. Te SMASHe przeleżały u mnie na półce troszkę. Dopiero od niedawna zaczęłam je doceniać! Ten mniejszy idealnie pasuje do tego, by tworzyć na nim tegoroczny CALendarz. Co zrobię z kilkoma standardowymi? Jeszcze nie wiem. Może wakacyjnik? Może artjournal? Ogranicza nas tylko wyobraźnia, prawda? 

Sam CALendarz tworzę zaś za namową Tores, która zachęca do zamykania codzienności na inchies na blogu UHK Galery. Znów spóźniam ze zgłoszeniem, ale... zabawa wciąż trwa! Marcowe CALineczki już się tworzą i mam nadzieję, że z kolejnym wpisem zdążę na czas. Tymczasem zachęcam do tworzenia CALendarzy. Bo... to naprawdę świetna sprawa!



8 komentarzy:

  1. Hej, dzięki za słowa uznania dla moich rysuneczków :) Wspomniałaś o naklejkach - muszę wyciągnąć stare pudło:) A zabawa, faktycznie, wciąga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ;) naklejki sa fajne, bo są szybkie - jak nie masz czasu - bach i gotowe!

      Usuń
  2. Potwierdzam,że to dobra zabawa,a po roku zobaczysz,jak miło przywołać wspomnienia!
    Ładne tło! Ja swoje SMAsHE zapisuję na bieżąco,więc szkoda mi było przeznaczyć je na CALendarz.Ale przyznaję,że to świetne dla nich miejsce.Rozkręcasz się calineczkowo,będę zaglądać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, żebyś wiedziała! Rozkręcam się;)

      Usuń
  3. To prawda, że na takiej małej powierzchni napisy trzeba bardzo kompresować :) Świetny miesiąc, pięknie zapisane wspomnienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy dizeki tego taki minimalizm formy i przez niego wymuszony minimalizm wspomnień. Filtrujemy to, co najważniejsze i naparwdę warte zapamiętania;)

      Usuń
  4. Niesamowite zapiski - każdy kwadracik inny, tyle się tu dzieje.
    Też tak mam z tym calineczkowym myśleniem - nieźle czasem trzeba pogłówkować, żeby zakwadracikowany dzień nabrał kształtu i za jakiś czas był czytelny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo lubię to główkowanie. I to wymyślanie nowych form wyrazu;)

      Usuń